Sałatka z kaczką i bratkami w sosie pomarańczowym

Składniki:
2 piersi z kaczki (ze skórą);bratki wyhodowane w domowych, ekologicznych warunkach; roszponka; rukola; truskawki; 50 g migdałów w płatkach; niewielka ilość tłuszczu roślinnego do smażenia. Sos: 100 ml świeżo wyciskanego soku pomarańczowego; 2 łyżki sosu sojowego; pół łyżeczki cynamonu; sok z połowy cytryny.

 

Przygotowanie:
Rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. Do żaroodpornej brytfanki wlewamy sok pomarańczowy, sos sojowy i wsypujemy cynamon. Prażymy migdały. Rozsypujemy je na suchej patelni, którą podgrzewamy, aż migdały zbrązowieją, mieszając co jakiś czas, aby się nie przypaliły. Odstawiamy na bok. Smażymy kaczkę. Delikatnie smarujemy patelnię tłuszczem roślinnym, układamy na zimnej patelni piersi kaczki skórą do dołu i rozpoczynamy rozgrzewanie. Smażymy, aż ze skórki wytopi się znaczna część tłuszczu, a skórka nabierze złotego odcienia (ok. 10 minut). Odwracamy kaczkę na drugą stronę i smażymy jeszcze 2 minuty. Układamy kaczkę w brytfance skórą do góry i wkładamy do piekarnika na 5 minut. Wyjmujemy kaczkę i zawijamy na 5 minut w folię aluminiową. Zlewamy powstały w brytfance sos, doprawiamy sokiem z cytryny i studzimy. Na talerze wykładamy porcje rukoli i roszponki, posypujemy po bokach pokrojonymi truskawkami. Po bokach układamy też bratki. Kaczkę kroimy w plastry, układamy na talerzu, solimy i pieprzymy. Całość posypujemy prażonymi migdałami i polewamy dressingiem. 

 

Marta Śliwka i Tosia Kolo. Znamy się i przyjaźnimy od zerówki, w jednej ławce dorastałyśmy w jednej z sopockich podstawówek. Jednak nasze kulinarne drogi miały się skrzyżować niespodziewanie dużo później. Tosia gotowała od zawsze. Wszystko zaczęło się od pizzy, którą w wieku dziewięciu lat przygotowała dla bliskich. Była na grubym cieście, miała spocony ser z paczki, koncentrat pomidorowy i pieczarki, ale smakowała wtedy jak 7 niebo, bo była upieczona zupełnie samodzielnie. Od tamtego czasu mocno eksperymentowała, w wirze weny kulinarnej sięgając nawet po Domestos (nie próbujcie tego w domu). W nastoletnich latach, gdy część rówieśników dopiero zaczynała przygody z gotowaniem, wszyscy wiedzieli, że to do niej należy się zgłosić po kulinarne wskazówki, aby wyczarować perfekcyjny omlet, czy oczarować nowo poznanego chłopaka sernikiem. Po maturze pracowała w trójmiejskich knajpach, urządzała nielegalne cateringi, aż w końcu założyła bloga Z czym Tosię je, na którym opublikowała tylko dwa wpisy.